Szkolni poeci

 

„łąka kwiatów nocy”

popatrz na punkty błyszczące

usłane kwiatami przestworza

czytaj z nich kształty mych myśli

i nicość płynącą w mdłych słowach

 

zanurz się w toni wszechświata

z rozlanych materii kolorem

lśniącą barwami ziemskimi

od krwistej czerwieni — po fiolet

 

smakuj nieśpiesznie mą duszę

przez kształt włosów, po serce

dopóki dźwięki nie zgasną

i gestem wypełni się przestrzeń

***

obudź się w czułych ramionach

poranku, co przedświt scala

dowiedz się, czy jeszcze trwa spokój

czy właśnie zaczęła się jawa

/Jakub Borys/

 

„wizje nowoczesne”

bezkresną myślą tamuję czas

łzy ociekają z neonów blaskiem

choć czuję piękno, nie widzę gwiazd

na świecie wszystko jest krasne

 

namiętne momenty spojone błyskiem

klatka po klatce znikają w próżni

stuletnia trawa ma odcień szmaragdu

niebo nad miastem — pustki

 

niekształtnym ciałem i gołą stopą

dotykam materii, co szybko ginie

wizjom umyka stałość wszechświata

a głowie wszystko, co żywe

 

uśmiechy widać, choć twarze samotne

sen — sinusoida — upadki i wzloty

pod nogi tłumu wpadam codziennie

z ginącym wspomnieniem minionej nocy

/Jakub Borys/

 

„płynność”

usiąść na krześle w letnim, przedpołudniowym spokoju

za uchem kłębi się kurz dziecięcych marzeń

pośród iskier i błysków soczewki w półmroku

w zamglony dzień, i w dzień pozbawiony wrażeń

 

poczuć zapach drzew emitujących swe pyłki

atomów zbierających się w zakamarku oka

i snu, co ogarnia mą głowę właśnie w te dni

jakby mrok nigdy nie zaczynał się od nowa

 

oto siedzę samotny pośród roślin rocznych

przez które miesiące przeleciały płynnie

trans zacznie się nowy, rok kolejny przeminie

pozostawiając woń swoją daleko w tyle

 

oto jestem zlepkiem nikłych wyobrażeń

traw

kolorów oczu

serc czerwieni krwistej

nim usiądę ponownie na krześle w błogi poranek

przeminie noc, miesiące i całe życie

/Jakub Borys/

 

„kolor ostatnich słów nieba”

wloką się bezkształtem anioły

spłoszone istnieniem uczucia

rozgrzane do czerwoności oczów lampiony

jak grzechem rozdarta dusza

 

klatka po klatce gasną miłostki

przedsenny obraz dziecięcych lęków

nad nieboskłonem ludzkiego istnienia

dławi się rozkosz w przededniu

 

próchnieją słowa osiadłe na ustach

wietrzeje moment, co minął

rozlana na ścianie plama z krwi, wspomnień

parzy się w głębokim kolorze indygo

/Jakub Borys/

 

„brzask”

czerwienią wypełnij me serce po brzegi

bezdźwięcznym szeptem ust swoich

całunem słabego ciała struktury

duszącym zapachem magnolii

 

płyń ze wszechświatem, ze słowem i tchem

doprowadź me zmysły do piekła

rozgrzej sumienie, wypal strach, tlen

dopóki nie umrę w twych rękach

 

dopóki jasności nie sięgnie nas brzask

uśpionych promieni słońca

i z czasem rozlanym w malunku ciał

zgasnę w twych oczach bez końca

/Jakub Borys/

 

„insomnia”

spokoju iskra syci dzień
nad światem lazurowe morze
utkany pejzaż z gwiazd i ciem
których nie widać na co dzień

wieczorem długie łuny lamp
niszczą bezsenny krajobraz nocy
gdy blask księżyca pada na twarz
i człowiek za nim ślepo kroczy

poranków iskry tłumią sen
wskrzeszają emocje w martwe ciało
by poczuć w życiu jeszcze tlen
na który zwykle czasu mało

/Jakub Borys/

 

„Taki czas”

 Nagle cisza, bezruch.

Pośpiech ustąpił miejsce spowolnieniu,

Spokój wygrał z hałasem,

Dumna samotność pokonała ludzkie kontakty.

Marzenia dalej czekają w długiej kolejce na spełnienie.

Zamaskowani, patrzymy z zazdrością na wolne ptaki, lecące przywitać maj.

Słońce ociepliło zieleń.

Wszystko jest chyba normalnie…

Chociaż nie!

Dziś zwyciężczynią jest tęsknota. Za Tobą, za Nim, za Człowiekiem

/Kacper Czwakiel/

 

,,Słońce”

Czasami spadam w dół 

Niknę w mroku 

Wyciągam przed siebie dłoń

 

Ledwo łapiąc oddech

Ciągnę za me włosy

Czuję łzy na policzkach

 

Kim jestem?

Snując się po pomieszczeniu 

Niczym cień

 

Światło wyłania się

Oślepia mnie blask

Wpatruję się w niebo

 

Czuję to

Gdzieś w mojej duszy

Głęboko

 

Rozpala się ogień

Z dotykiem twych ust

I cichego szeptu

 

Który splata nasz los

Na zawsze

I wije wspomnienia.

/Klaudia Haloszka/

 

„Dwie strony”

Dla nich głośno brzękoczące instrumenty
dla nich cicho jęczące lamenty
uśmiechnięte miny, pokazy, podziwy
spuchnięte rany, łańcuch boleściwy

Dla nich piękno lasów i równość natury
dla nich ostatni widok, w niebo, w chmury
nagrody, biesiady, pijackie spotkania
ucieczka, przetrwanie, rana zadana


Dla nich pełne stoły, a brzuchy wydęte
dla nich wbite noże, nogi trzęsące, ugięte
rozwarte szczęki, plamy, nudności
smród, ciasnota, połamane kości


Rodzi się, umiera, zmartwychwstaje
ktoś zabiera, a ktoś daje
pływa, lata, chodzi, umiera,
hydrosfera, atmosfera, litosfera, wymiera

/Weronika Bosak/

 

„Marzenia” 

Lubię ciszę przy ogrodzeniach

Gdzie domy przykucnęły

Rozgrzewając szare myśli

Po zimie

Choć trudno oddychać

Marzenia płyną spokojnie

Ze wzrokiem błądzącym

Po niebie

Pamiętasz tamten czas 

Co gwar roznosił od świtu

Marne wspomnienie 

Po lecie 

Jeszcze włożymy nowe buty

Ruszymy w szalonym pędzie

By cały świat rozkołysać

Po szczęście

/Gabriela Tymoczko/

 

„Serce”

Miała trzynaście lat, nagle nowa szkoła i otoczenie

Ta zmiana to dla niej dość trudne doświadczenie

W swojej klasie właściwie nie znała nikogo

Miała wrażenie że wszyscy odnosili się wrogo

Nie była zbyt lubiana, to nie do ukrycia

Wielu wyśmiewało jej wygląd i sposób bycia

Gdy inni topili swoje problemy w alkoholu

Ona stawiała im czoła pozostając w domu

Cały mrok przesłaniała wizja jej marzeń 

By ukończyć edukację i zostać lekarzem

Wiedziała że zdrowie w życiu stoi na pierwszym miejscu

I powinno się pomagać nie tylko tym najbliższym sercu

Nikt nie mógł jej rozproszyć podczas ciężkiej pracy

Za wyjątkiem jednego kolegi ze swojej klasy

Od początku wydawał się inny, co było zaskoczeniem

A ciekawość z czasem przerodziła się w zauroczenie

Szukała sposobu by wyznać uczucia do niego

Idealną okazją był dzień czternastego lutego

Była pewna że tego dnia coś może zaiskrzyć 

Niestety jednak nic nie poszło po jej myśli 

Pod jej nieobecność ktoś zobaczył walentynkę wystającą z plecaka

Wystarczyło kilka chwil a list niespodziewanie trafił do adresata

Gdy wróciła została uderzona spojrzeniami wszystkich wokół 

Przyjęła to z przerażeniem choć próbowała zachować spokój 

On sam w środku zamarł, zareagować nie zdołał 

Słyszał jedynie ten złośliwy śmiech ludzi dookoła 

Szacunek i uznanie rówieśników okazały się więcej warte 

Dlatego z bólem na sercu na jej oczach podarł tę kartkę

To był najgorszy dzień, w którym straciła siły by żyć 

Poczuła że od tego momentu jej serce przestało bić 

 

Najważniejszy organ, który w chłodzie świata jest jak ogień 

Wbrew pozorom nie zawsze wyznacza odpowiednią drogę

Serce symbolem miłości, w nim mieści się wszystko co czujesz 

Podaruj je więc tylko temu kto na nie naprawdę zasługuje 

 

Minęło czterdzieści lat, a tamten moment przestał mieć znaczenie

Rana się zabliźniła, dawny smutek i ból odeszły w zapomnienie

Jej serce jeszcze przez długi czas było ranne

Była przedrzeźniana i gnębiona nieustannie

Jednak te kpiny wcale nie odebrały jej odwagi 

A narodziła się świadomość swojej przewagi 

Nienawiść może skazić każdego, może wszędzie dotrzeć 

Lecz prawdziwa siła polega na tym by zdołać  jej się oprzeć 

Gdy opanowała myśli które targały jej głową

Zdołała skończyć szkołę i zaczęła żyć na nowo

Na studiach zdobyła coś co cieszy ją do dzisiaj

Ponieważ właśnie wtedy poznała miłość swojego życia 

Ich związek był silny, poradził sobie z każdym trudem 

A po skończonej edukacji jeszcze umocnili go ślubem 

Jej wszystkie osiągnięcia można długo wymieniać 

Można powiedzieć że udało się jej spełnić marzenia 

Teraz wspomina wszystkie chwile do dnia dzisiejszego 

I dochodzi do wniosku że w życiu nie żałuje niczego

Chce odwiedzić męża, schodzi po schodach pomału 

Nagle jej światło gaśnie i niespodziewanie dostaje zawału 

Niewydolność serca, konieczna jest transplantacja 

Wie że może wkrótce umrzeć jeśli nie znajdzie się dawca

To właśnie paradoks jej życia, nie sposób zaprzeczyć 

Zawsze pomaga innym a sama nie może się uleczyć 

Gdy nadzieja umiera z powodu śmiertelnej choroby 

Nieoczekiwanie dostaje organ od pewnej osoby

Po zabiegu towarzyszy jej dziwne uczucie w środku 

Z jakiegoś powodu myśli że coś jest nie w porządku 

Nazajutrz patrzy do skrzynki i widzi posklejany list

Poczuła że od tego momentu jej serce zaczęło bić 

 

Najważniejszy organ, który w chłodzie świata jest jak ogień 

Wbrew pozorom nie zawsze wyznacza odpowiednią drogę

Serce symbolem życia, w nim mieści się wszystko co czujesz 

Podaruj je więc tylko temu kto go naprawdę potrzebuje

/Paweł Ciechanowski/

 

„Czas mnie nie goni”

Stoję na krawędzi. Wokół pustka. Nie ma nic.

Tylko jeden oddech śmierci szepcze mi.

Jeden krok, tyle trzeba, aby w końcu dostać się do nieba.

 

Wrzask. Rozglądam się. Kto to był?

Zaciskam powieki, powstrzymuję łzy…

Robię krok w tył, bo do przodu nie ma co iść.

 

To ja krzyczałam, uświadamiam sobie. 

Padam na kolana, wbijam paznokcie w skórę dłoni.

Nie chcę umierać, bo czas mnie nie goni.

/Natalia Florek/

 

„Dwa kwiaty”

Pokażę Ci gwiazdę na niebie;

Jasną, piękną i wyrazistą,

A gdy nań spojrzysz, jak ja na Ciebie,

Ujrzysz naszą wspólną przyszłość.

 

Wyniesie nas w górę wiatr strugą cichą

Nad korony leśne, a ziemia krucha

Skryta pod księżycem, szepcze wichrom,

Co próbują nas podsłuchać:

Nie czas jeszcze.

 

I zaskoczy łąkę najzwyklejsza sowa,

Bo pod pierzyną nocy zacznie szlochać;

Spójrz tylko – powiem – zobacz:

Ona też nie umie wyznać, że kocha.

/Karol Janiga/

 

„Gwiezdny pył”

 Cisza czarnej ciemnej nocy

Pęka wraz z wyrazem słów

Pięknych, zwykłych, lecz namiętnych

Lekki się wydaje znój

 

Jak kawałek tortu chwil

Wracam do miękkiego głosu

Z życia gdy nie miałem nic

Oprócz pragnienia rozgłosu

 

Czytam listy pożegnalne

Poszukuję literówek

Kocham Cię, nienawidziłem

Mówi skromnie gdzieś nagrobek

 

Ja nie patrzę już pod stopy

Obiecuję ciągle Ci

W przyszłość światłą, gwiazdozbiory

Wpatruję się, no i chwil

Takich jak przebyłem z tą

Co nazywam ciągle mą

 

Lecz nie na tym świecie ona

Zagubionym w prochu gwiazd

Chciałbym znaleźć jej ramiona

I pokochać jeszcze raz

/Jakub Przystasz/

 

,,Mury”

Ach, gdyby te mury mówiły,

ileż to by się stało!

Gdyby te mury mówi,

historii nie było by mało!

O królach, rycerzach, księżniczkach,

wojnach, pokojach i ślubach.

Nie groziła by wtedy wszechobecna nuda!

Jak dużo muszą wiedzieć!

Przecież w centrum historii od wieków muszą siedzieć!

Gdyby te mury mówiły,

zagadki by zaraz znikały!

Jako świadkowie najlepiej by nam opowiadały!

O szlakach handlowych, problemach,

o tym jak rósł Telemach,

kto w danym sporze miał rację!

Mielibyśmy informacje

o nie jednym zdarzeniu!

Lecz nie na darmo mówią o kamiennym milczeniu…

/Konstancja Hulak/

 

,,Ostatni ukłon”

-Witaj i żegnaj bracie! – tak mówi silny do kata,

z wdzięcznością oglądając blaski tego świata.

Jacyś przechodnie się zbierają

i stojącego pytają:

– Miecz ostry, czy to cię nie przeraża?

– Nie bardziej niż łyżka kucharza!

Nie ostrze mnie zabije, lecz ręka która je trzyma!

Kat coś pod nosem przeklina.

Ruch szybki, dźwięk dziwny, widać tylko błysk stali.

Tak umierają silni – ci którzy się nie bali.

/Konstancja Hulak/

 

,,Tren dla jaskółki”

Odeszłaś ma czarnopiórko…

Ach zbudź się droga jaskółko!

Zawsze byłaś wiosny zwiastunką,

chłopskiej stodoły opiekunką,

a gdy nisko latałaś,

deszcz wszystkim obwieszczałaś.

 

Twe dzieci już rozpoczęły kwilenie

i wołają cię niestrudzenie

jak Syzyf czekając końca swej pracy,

jak owce na halach umrą bez bacy!

Płaczę jaskółko! Czy tego nie widzisz?

Płaczę jaskółko! Czy z łez moich szydzisz?

 

Ciebie zimną biorę w moje ciepłe dłonie.

Teraz zaśpiewasz już tylko Persefonie…

/Konstancja Hulak/

 

„Ponary…

Drzewo wspomnień”                                                                             

Czy wiesz mój Drogi, co tutaj się stało?

Czy wiesz, jak wielu ludzi cierpiało?

Ja tam byłem.

Ja wszystko widziałem…

Niejedną cichą modlitwę do Boga słyszałem.

Gdy padał strzał, ja razem z nim padałem

i każdego z patriotów czule żegnałem…

Świat może zapomnieć

O mnie…

O Tobie…

Wtedy cisza tego miejsca Ci o nich opowie.

Pamiętaj proszę i wspomnij czasami,

że zginęli za Polskę, którą tak kochali.

/Patrycja Kontek/

 

 „To normalne”

Iskry odbijające się w oczach,

te uspane w pamięci.

Zapach palącego się ogniska,

śpiew ludzi marzących by jeszcze niejeden wieczór tak spędzić.

Tak to zapamiętałam i nie raczę zapomnieć,

obietnic tam danych i marzeń spełnionych

Lecz oddalam się od tych czasów,

trochę nikną w zapomnieniu.

Z czasem ta fatamorgana powraca jak wspomnienie dnia dzisiejszego…

Teraz już prawie nic nie jest takie same,

Jest inne… ale to normalne…

Ciepły dotyk ludzi wiecznie młodych, wolnych, mogących wszystko,

powraca jak ciepłe lato.

Mało prawdopodobne, a jednak… to normalne…

W końcu wszyscy się spotkamy i wspomnimy to minione lato.

/Izabela Sokołowska/

 

„Zaduma”

Złość z siłą strasznego karła

mimo, że dbamy o siebie

by wsparcie znaleźć w niebie,

w nurt życia się wszystkim nam wdarła.

 

Kiedy z miłością tęsknię za wiosną

a wirus spowalnia jej kroki

fundując nam wszystkim swe mroki

nadzieję mam w sercu, że radość i kwiaty urosną.

 

Kiedy dziś patrzę na świat,

mimo cierniowych dróg

przekroczę smutku próg

i uśmiech odejmie mi lat

 

Młodości…dodaj mi siły!

Niech nad smutku czarne chmury

ograniczeń ciężkie mury

obalę by świat był miły.

 

Choć wieści są jeszcze Hiobowe

to serce rwie się do góry

by wiarę przenosić nadal chmury

i czekać cierpliwie na nowe.

 

Romantyzm objawia swe lice!

Nam trzeba znów cenić przyrodę,

nie działać na jej wielką szkodę,

by przyszłość pisała następne przepiękne stronice.

/Rafał Wirkijowski/

Brak możliwości komentowania.