Publicystyka

Beksińscy – rodzina umarłych za życia

„Sama sztuka jest niemalże ze swej natury maską. Z jednej strony odsłania to, co artysta sam chciał pokazać, z drugiej obnaża i mimowolnie ukazuje jakąś tajemnice o nim.”

Zdzisław Beksiński to bezapelacyjne jeden z najwybitniejszych polskich malarzy. 24 lutego mija 94 rocznica jego urodzin, a 21 lutego śmierci. Urodził się w 1929 roku w Sanoku, na Podkarpaciu. Był jedynakiem. Ojciec – inżynier geometra, matka – nauczycielka. Ukończył klasę o profilu matematyczno-fizycznym. Pierwotnie planował studia na Akademii Sztuk Pięknych (gdzie się dostał) albo w szkole filmowej, jednak za namowami ojca rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. W trakcie studiów wziął ślub z Zofią Stankiewicz. 26 listopada 1955 na świat przyszedł ich jedyny syn, Tomasz.

Rodzina Beksińskich była delikatnie mówiąc ekscentryczna. Zdzisław – malarz z wielką wyobraźnią, która często poruszała społeczeństwo. Jego obrazy miały nastrój katastroficzny, tajemniczy. Budziły niepokój.  Kolidowało to z jego wyjątkowym poczuciem humoru i niezwykłą inteligencją. Zofia, czyli żona Zdzisława to najbardziej tajemnicza postać rodziny. Nie wychodziła do mediów, była nieśmiała. W życiu artysty odgrywała znaczącą rolę. Była jego muzą, inspiracją. Ich relacja była bardziej przyjacielska niż miłosna. Wydaje się, że to ona trzymała w wspólnie rodzinę o tak specyficznych charakterach. Akceptowała oddanie się sztuce męża. Wiecznie zmartwiona o syna. Tomasz, znany dziennikarz radiowy i tłumacz. Fan muzyki rockowej. Świetny z angielskiego. Z charakteru był pesymistą. Miewał myśli samobójcze. Chorował na depresję. Przeżył katastrofę samolotu. Trzykrotnie próbował ze sobą skończyć, co ostatecznie mu się udało w 1999. Wielki wrażliwiec z pogmatwanym wyobrażeniem i usposobieniem do świata. Podobnie jak u ojca wyobraźnia wychodząca poza jakiekolwiek ramy. Obecnie ludzie nazwaliby ich dziwakami. Słowo, które ich lepiej określa to „wyjątkowi”.

„Pragnę malować tak, jakbym fotografował sny.”Zdzisław Beksiński

O każdym obrazie artysty można napisać osobny artykuł. „Pełzająca śmierć”, „Postać” czy wiele obrazów bez nazwy, poza tym, że osiągają gargantuiczne ceny, to są polem do wielu interpretacji. Zdecydowanie podczas oglądania w człowieku rodzi się pewnego rodzaju obawa, strach. Beksiński sam siebie nazywał skrajnym pesymistą. Widać to w jego sztuce. Czarne, wysokie budynki, kościotrupy i postacie bez oczu. Trudno szukać w tym choć odrobiny szczęścia. W latach 80. XX w. związał się z miłośnikiem jego sztuki i kolekcjonerem, adwokatem i profesorem uniwersytetu, Piotrem Dmochowskim, mieszkającym w Paryżu. Ten zorganizował mu szereg wystaw we Francji, Belgii, Niemczech i Japonii. Od 1989 do 1996 istniała też w Paryżu autorska galeria Beksińskiego o nazwie „Galerie Dmochowski – Musée galerie de Beksinski”.

„Pełzająca śmierć”, 1973
„Postać”, 1978

Historia rodziny to obraz kruchości ludzkiego życia. Zdzisław niejednokrotnie poruszał temat przemijania wywiadach czy przede wszystkim w obrazach. Najpierw odeszła matka Zofii, potem malarza. Nie był on tym zbytnio wzruszony. Jego mama była schorowana. Końcem życia głównie leżała w łóżku. Tym bardziej to nie wzruszyło Tomka będącego w swoim świecie. Większy niepokój wzbudziła diagnoza choroby Zosi. Tętniak aorty. Zmarła 22 września 1998. Było to pożegnanie najlepszego i zarazem jedynego przyjaciela jakiego miał Zdzisław. Tomasz się załamał. Tym bardziej chciał odejść. Przestać cokolwiek czuć.

„Tomek większość życia spędzał w czterech ścianach. Wstawał około 13, szedł na obiad, szedł do radia, wracał, oglądał filmy, siedział sam” — wspomina jego przyjaciel, Grzegorz Gajewski.

Tomasz to trochę syndrom dzieci wielkich artystów. Zamkniętych w sobie, nieśmiałych. Od dziecka fascynował go temat śmierci. Wszystkie porażki życiowe mocno przeżywał. W wieku osiemnastu lat porozwieszał po Sanoku klepsydry z napisem: „Dnia 22 września zmarł nagle Tomasz Beksiński, przeżywszy lat 18”. Ludzie byli zdumieni. Uwierzyli. Gdy miał 20 lat, próbował popełnić samobójstwo. Odkręcił gaz, ten uległ samozapłonowi, a w wyniku eksplozji Tomasz poraniony przez szyby trafił do szpitala. Nie potrafił sobie ułożyć relacji z kobietami. Może miał nierealne względem świata oczekiwania. „Najszczęśliwszym człowiekiem na świecie jest ten, który znajduje prawdziwą miłość” — mówił w „Dzienniku zapowiedzianej śmierci”. Miał również nieciekawe stosunki z ojcem. Widoczny był brak zainteresowania ze strony malarza. Na okładce książki „Beksińscy. Portret podwójny” widnieje napis „Zdzisław Beksiński nigdy nie uderzy swojego syna. Zdzisław Beksiński nigdy nie przytuli swojego syna”. Kochał rocka, Bonda i wampiry. Przetłumaczył wszystkie ówczesne filmy o agencie 007, a także serię o Brudnym Harrym. 45 odcinków Latającego Cyrku Monty Pythona przetłumaczył w 9 miesięcy, co jest niewyobrażalnie krótkim czasem. Ojciec chciał malować sny, on malował muzykę. Coś nienamacalnego przekazywał w taki sposób, że człowiek się jednocześnie wzruszał i bał. Świetnie budował nastrój grozy.

„To, że ktoś kocha życie, nie znaczy, że każdy je kocha. On na pewno nie kochał. On z dużym wysiłkiem je kontynuował”— mówił Zdzisław Beksiński.

„Wskazówki nieubłaganie odmierzają czas. Do umownego końca stulecia i tysiąclecia pozostały niespełna trzy tygodnie. Za tydzień program poprowadzi Piotr Kosiński. Za dwa tygodnie mamy święta, a za trzy tygodnie będzie już rok 2000. Czy zdają sobie Państwo sprawę, że dziś spotykamy się po raz ostatni w latach 90 XX stulecia? […] Dziś może być noc nasza ostatnia”.

To była ostatnia audycja Tomasza w „Trójka pod księżycem” w 1999 roku. W ogóle ostatnia. Odebrał sobie życie w wigilię Bożego Narodzenia przedawkowując leki nasenne. W pewnym sensie opuścił świat, do którego jak sam mówił nie pasował.

Podczas wywiadu u Wojciecha Jagielskiego „Wieczór z wampirem” przyszedł w przebraniu wampira. Peleryna po śmierci została oddana Anji Orthodox, z którą się przyjaźnił. Wokalistka występowała w niej niekiedy na scenie podczas koncertów.

Jego największą miłością była Joanna Hornik, z którą ostatecznie się rozstał. Określał ją mianem „Nadkobiety”. To list pożegnalny, który do niej napisał:

„Chcę cię tylko przeprosić i błagać o wysłuchanie. To będzie długi list. Jest on moją ostatnią szansą, żeby wszystko ci opowiedzieć. […] Nie zasłużyłaś na to, ale ja też nie zasłużyłem na krzywdę, jaka mnie spotkała. Wiesz, że w chwilach bezradności reaguję gwałtownie. […] Ja też jestem zaszczutym zwierzątkiem, wielokrotnie oszukiwanym i zranionym. […] Teraz najważniejsze. Bardzo pragnąłem mieć w tobie żonę i towarzyszkę życia. Chciałem, żeby było pięknie, dobrze, cudownie. […] A przede wszystkim ja chciałem się zmienić. Mam już dość fikcji filmowej, zasłoniętych zasłon, samotnych wieczorów.[…] Nie mam już życia, mam tylko wspomnienia. Resztki tego, co sam oplułem i porozbijałem. Dodam tylko, że z natury nie jestem ani zły, ani pełen nienawiści do świata. Takie reakcje są u mnie maskowaniem bezradności. […] Żegnaj H”.

„Dobrze się stało, jak się stało”– w ten sposób Beksiński skomentował śmierć syna.

Po śmierci bliskich Zdzisław został kompletnie sam. Samotność mu ciążyła. Każdy dzień wyglądał podobnie, dłużył się. Mimo to nadal malował. Jego dzieła nie były już tak rozchwytywane. Powoli zbliżał się do opuszczenia świata. W końcu miał już 70 lat. Ze śmiercią był pogodzony już od dawna.

„Czasami samotność wręcz mnie dusi. Do kogo zadzwonić? Nie ma już prawie nikogo”– Zdzisław Beksiński

Nie odszedł jednak naturalnie. Został zamordowany w swoim mieszkaniu w Warszawie przez chłopaka, który wraz z rodziną od dawna mu pomagał. Motywem morderstwa była odmowa ze strony Beksińskiego udzielenia pożyczki sprawcy. Zabójca zadał malarzowi siedemnaście pchnięć nożem, po czym razem z 16-letnim kuzynem wyniósł ciało na balkon i usiłował zatrzeć ślady zbrodni (m.in. usuwając ślady krwi). Ukradł także z mieszkania dwa aparaty fotograficzne i płyty CD. Sprawcy zostali zatrzymani przez policję dwa dni po zabójstwie. W listopadzie 2006 zostali skazani wyrokiem sądu – morderca na 25 lat pozbawienia wolności, natomiast jego 16-letni kuzyn, za „psychiczną pomoc w zabójstwie” na 5 lat pozbawienia wolności.

Do dziś ludzie wspominają geniusz Zdzisława, skomplikowany charakter Tomka, czy oddanie Zofii. Rzadko, jednak mówi się o tragediach jakie ich spotkały. Abstrakcja, surrealizm i ekscentryczność. Tak jak w obrazach, tak i w życiu Beksińskich. W 2016 roku powstał, godny polecenia film „Ostatnia rodzina” opowiadający o losach rodziny. W 2017 film dokumentalny „Beksińscy. Album wideofoniczny” pokazujący nagrania i zdjęcia robione głównie przez Zdzisława jego kamerą.

Mikołaj Krzeptoń

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *