#ZOSTAŃWDOMU,  Publicystyka

Coś innego, czyli recenzja książki „Więzień labiryntu” J. Dashnera


Współczesne powieści dla młodzieży bazują na podobnych elementach,
co często sprawia, że wpadają ze skrajności w skrajność. Nierzadko mocno przerysowana fantastyka postapokaliptyczna konkuruje z lekkimi opowieściami o nastoletnich uczuciach. Z pewnością odskocznią od znanych więkoszości populacji schematów jest książka o tytule „Więzień labiryntu”, autorstwa amerykańskiego powieściopisarza Jamesa Dashnera.


Akcja pierwszej części trylogii odbywa się w tzw. Strefie – miejscu, gdzie co miesiąc trafia nastoletni zazwyczaj osobnik, kolejno nazywany Świerzuchem. Trzeba przyznać, że to dosyć chwytliwa nazwa w dzisiejszych czasach biedronkowych maskotek. Kluczową postacią, a zarówno nieszczęśnikiem, który budzi się w towarowej windzie, a następnie w obcym miejscu zamieszkiwanym przez samych chłopców, jest Thomas. Przez sporą część książki razem z głównym bohaterem poznajemy jego współlokatorów, a także zasady panujące w Strefie i otaczającym ją labiryncie, co sprawia, że szybko zostajemy wciągnięci w tajemniczy świat uwięzionych postaci.

Akcja rozkręca się i nie zwalnia aż do końca, kiedy dowiadujemy się, że to nie labirynt jest tu najważniejszy, ale jego więźniowie. Każdy ze sportretowanych chłopców ma jakąś konkretną cechę, potrzebną do przetrwania tego społeczeństwa.

„Więzień Labiryntu” cechuje się naprawdę intrygującą oraz ciekawą fabułą, która odmiennie od dzieł typu „Igrzyska Śmierci” czy „Niezgodna”, porzuca ideę dystopijnego społeczeństwa, na rzecz ukazania nierównej walki pomiędzy garstką młodych ludzi, a nieznanym niebezpieczeństwem, czającym się w spowitych grozą korytarzach labiryntu. Tak więc historia jest nieprzewidywalna oraz niezwykle „świeża” w porównaniu do ostatnio wydanych powieści dla młodzieży, które uparcie eksploatowały ten sam temat.

Uważam, że książka swoją konstrukcją rażąco przypomina labirynt. Kiedy do niego wejdziesz uzależniająco próbujesz znaleźć wyjście, które jest nieodłącznym elementem ostatniej strony powieści. Serdecznie polecam ją wszystkim, którzy tak jak ja lubią się pośmiać, powzdychać (ale nie z powodu miłostek!), a także chwilami poczuć smak grozy. Myślę, że teraz, w okresie, kiedy każdy z nas boryka się z nadmiarem wolnego czasu, warto sięgnąć po tę pozycję, co na pewno wiązać się będzie z ogromnymi emocjami.

A ty? Odważysz się wejść do labiryntu?


Jowita Rybicka