Archiwum

ZNICZ znów „płonie”!

Tak, Drodzy Fani koszykówki, nasza lokalna drużyna ZNICZ-a, ponownie dała z siebie wszystko podczas poniedziałkowego meczu (11.01.10). Parkiet płonął, emocje sięgały zenitu, atmosfera była gorąca i jak się później okazało, goście ze Stalowej Woli nie dali rady koszykarzom z Jarosławia. Po ostatniej kwarcie wynik wynosił 94:83.

Na początku spotkania nic nie wskazywało na przewagę konkretnej drużyny, na boisku pewniej jednak czuli się zawodnicy Stali Stalowej Woli. W początkowej fazie goście prowadzili 4:0. W kolejnych minutach swoimi umiejętnościami zabłysnęli amerykańscy koszykarze Znicza, ich szybkie i skuteczne akcje sprawiły, że nadrobiliśmy straty do przeciwników i pierwsza kwarta zakończyła się remisem 21:21.

Gwiazdą drugiej kwarty został zdecydowanie John Williamson, który w ciągu zaledwie 2 minut, zdobył aż 9 punktów dla Znicza. Po celnym rzucie Tomka Zabłockiego nasi faworyci prowadzili 33:22 i wszystko zdawało się iść w kierunku bezkonkurencyjnego zwycięstwa. Wizja ta jednak legła w gruzach, gdy jeden z niezastąpionych zawodników Znicza, Keddrick Mays, został ukarany za swój już trzeci faul i trener zmuszony był posadzić go na ławce. Wtedy też selekcjoner Stali wprowadził na parkiet Pawła Pydycha, co okazało się świetnym posunięciem. Zdobył on cenne punkty, Stal przegrywała ze Zniczem już tylko dwoma punktami. Wynik po połowie spotkania wynosił 40:42.

Po przerwie goście ze Stalowej, w przypływie dobrej passy, zdobyli kolejne 6 punktów. To było ostrzegawczym sygnałem dla naszych koszykarzy. Zmobilizowani zawodnicy Znicza odrobili straty, a wynik trzeciej kwarty ustalił Jeremy Chappel, wrzucając piłkę wraz z dźwiękiem syreny. Wtedy też na tablicy pokazał się wynik 61:60, oczywiście dla Jarosławian.

W ostatniej części meczu królowali zdecydowanie nasi ulubieńcy — Keddrick Mays i Jeremy Chappel, którzy wypracowali ośmiopunktową przewagę. Przeciwnicy nie dawali za wygraną, obie drużyny szły łeb w łeb. Stal odrabiała straty, a pod nogami Chappela i Williamsona pojawiały się płomienie. Gracze wydobyli z siebie resztki sił i z nadludzkim wysiłkiem zdobyli kolejne punkty. Trud się opłacił, bo ku radości wszystkich kibiców, zwyciężyła drużyna Znicza Jarosław. Spotkanie zakończyło się ich wygraną 94:83.

Komentarze trenerów i zawodników:

– Wygraliśmy, ale wynik mógł być odwrotny. Szczęście nam dopisało. Nie byliśmy ani lepsi, ani gorsi, ale indywidualności pozwoliły przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść — mówił po meczu Dariusz Szczubiał, trener Znicza.

– Nie zdołaliśmy zatrzymać trójki Amerykanów poniżej 20 punktów. Gdyby nam się to udało, wynik mógłby być inny. Jednak ciężko ich zatrzymać. Mają carte blanche od trenera i mogą dużo rzucać. Są dobrze wyszkoleni, dynamiczni i pewni siebie. Cały zespół pracuje po to, by ci trzej gracze mieli dobre pozycje rzutowe — przyznawał Bogdan Pamuła, trener Stali.

– Nie wypełniliśmy przedmeczowych założeń. Wiedzieliśmy, że trzech zawodników będzie robiło grę Znicza i byliśmy na to nastawieni, ale nie udało się ich zatrzymać — dodawał Michał Wołoszyn, skrzydłowy zespołu ze Stalowej Woli.

Kolejny mecz już za 2 tygodnie. Jarosławianie podejmować będą Polpharmę Starogard. Emocji na pewno nie zabraknie!

Dagmara Mazur i Natalia Socha