Kiedy zaczniemy od słowa „wczoraj”, to widz nam umrze

Tematem weekendowych warsztatów jest praca w telewizji newsowej. Zadanie jedno – stworzyć swój program z wiadomościami lokalnymi, z Polski i ze świata. „Goniec Jarosławski” w teorii był bułką z masłem. W praktyce stał się ciężką pracą przed kamerą i trzydziestokrotnym powtarzaniem relacji „na żywo”.

Do klasy wchodzi mężczyzna w granatowej marynarce.

Ten mężczyzna w młodości chciał być prawnikiem i bronić złych przestępców.

W piątek trafia do Kopernika jako reporter.

Wszystko zaczyna się trochę wcześniej.

Pierwszy rocznik zreformowanego liceum, bo trzyletniego. Rocznik eksperymentalny. Właśnie wtedy zaczyna działalność w gazetce szkolnej. Nie chce pisać o rzeczach mało ważnych. Pisze artykuły o schodach zagrażających bezpieczeństwu uczniów (pod naciskiem potwierdził to nawet nauczyciel EDB!), o boisku, na którego budowę szkoła nie ma pieniędzy. Razem z kolegami wygrywa konkurs „Życia Warszawy” na najlepszą gazetkę szkolną i rozpoczyna przygodę z mediami.

Dwa lata później, na stażu w Polskim Radiu, nastoletni Michał Tracz mówi, że chce być reporterem i zajmować się polityką, a nie tłumaczyć depesze z angielskiego i niemieckiego.
Anna Godzwon odpowiada mu wtedy:

– Ty będziesz reporterem? Dawaj do sejmu, to zobaczymy!

Minęło trochę czasu i Michał mówi dzisiaj, że wychował się na jej sejmowej piersi.

Minęło trochę czasu i Anna mówi wesoło, że wychowała żmiję na swojej sejmowej piersi.

*On Air*

Pierwsza grupa młodych dziennikarzy z Kopernika, składająca się z prezenterów, gości do wywiadów i wysłanniczek nagrywa program w studio.

W sali numer dziewiętnaście powstało studio telewizyjne. Po bokach studia stoją dwie duże lampy. Po środku stoi kamera.
Pogodynka siedzi w kącie i mówi, że jest zła. Na pustej kartce przed sobą napisała tylko jedno słowo: improwizacja?!? Uśmiecha się do mnie. Udaje, że za nią wisi mapa z prognozą pogody i półżartem zaczyna mówić: koło mojej prawej piersi widzą państwo wyż – w tym momencie podnosi rękę do góry – a pod moją pachą: zawiewa Halny.

Sophia Vilardi ma problem z wypowiedzeniem słowa chrześcijaństwo – jej włoskie, nieme „ch” zastępujemy wyrazami „nasza religia”. O ksieszcijanach mówi przy okazji.

Gdyby w studiu była tabliczka z napisem „on air”, to w tym momencie świeciłaby się na czerwono. W wywiadzie prezenterka zapowiada włoską dziennikarkę, jednak później żegna się z korespondentką z Włoch. Minutę perfekcyjnego dialogu trzeba powtórzyć, przez jedno przejęzyczenie.
Powtarzają aż do skutku.

*tymczasem w auli szkolnej*

Druga grupa, w skład której wchodzą reporterzy i producenci razem z Anną Godzwon omawia strategię, jak przez trzydzieści sekund stanąć oko w oko z kamerą i nie dać powalić się na łopatki.

– A ty kim jesteś? – pyta Anna Godzwon.

– Reporterem (mówią trzy osoby). Wydawcą (odzywają się bodajże cztery). Producentem (większość sali podnosi ręce).

Kacper siedzący w czwartym rzędzie odpowiada jednak zupełnie inaczej.

– Jestem bezrobotny. W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem.

Anna sugeruje mu, żeby również został producentem. Na twarzach pojawiają się uśmiechy.
Kiedy mówimy o debacie prezydenckiej, pada pytanie: „Dlaczego jeden z gości nie przyjechał?” Janek Woszczak twierdzi: Bo kandydat XY nie znalazł drzwi.

Tematem weekendowych warsztatów jest praca w telewizji newsowej. Zadanie jedno – stworzyć swój program z wiadomościami lokalnymi, z Polski i ze świata. „Goniec Jarosławki” w teorii był bułką z masłem. W praktyce stał się trzydziestokrotnym powtarzaniem relacji „na żywo”.

*Sonda uliczna*

Z kamerą na ramieniu wychodzimy w plener. Mimo, że nam wcześniej powtarzano, to dopiero teraz odczuwamy na własnej skórze, że sonda to strasznie niewdzięczna robota.

Dwóch staruszków stoi pod kamienicą na ulicy Poniatowskiego i rozmawia. Jest ciepło, świeci słońce. W powietrzu czuć wiosnę. Podchodzi do nich Natalia, w ręku trzyma mikrofon. Zadaje pytanie dotyczące tegorocznych wyborów prezydenckich. Jeden z panów, ten wyższy, odpowiada jej słowami „Obojętnie kto wygra, to i tak będzie dupa. Wszystko jedno, byleby nas ruscy nie wchłonęli”. Drugi przerywa mu z niesmakiem „Nas ruskie nie wchłoną, daj se spokój”.

Marlena podchodzi do babuleńki na przejściu dla pieszych na ulicy Grodzkiej. Zadaje pytanie o wybory prezydenckie. Babuleńka odpowiada pytaniem: „PROSZĘ??”. Marlena powtarza trochę głośniej. Zdezorientowana babcia milknie na chwilę, po czym odpowiada „Idę prosto”. I odchodzi.

Jedno jest pewne. W jarosławskim sondażu prowadzi kandydat „jeszcze nie wiem”.

*Wpadka*

Słowo „od nowa” powtarzane trzydzieści razy czasem daje się we znaki. Szczególnie wtedy, gdy kręci się „na żywo”.

O mistrzach drugiego planu powszechnie już wiadomo. Ale gdy owym mistrzem jest zakonnica, to na słowa „Jezus, Maria!” trzeba mieć szczególne baczenie.

Reporterka wiadomości kulturowych stoi przed budynkiem MOK. Ma szerzej rozstawione nogi, nie chce się chwiać. Próbuje patrzeć prosto w kamerę. Początkowo oczy uciekają jej we wszystkie strony.

– W każdy poniedziałek o godzinie szesnastej, grupa teatralna PLASTER spotyka się w piwnicy Miejskiego Ośrodka Kultury… – opowiada.

W jej stronę zmierza kobieta. Wysoka. Razem z nią, trochę niższa od niej siostrzyczka zakonna. Idą i rozmawiają. Reporterka nie jest w stanie ich zobaczyć, ponieważ wymijają ją od tyłu.

– Od ponad pół roku przygotowują się do Międzynarodowego Dnia Teatru. Reżyser spektaklu… eeee…
Pomyłka, znowu zawahanie. Trzeba powtarzać jeszcze raz. Tupie nogą, wzdycha i mówi dość głośno.
– No, Jezus, Maria!

– I z duchem twoim! – usłyszała w odpowiedzi.

Tylko więcej!

„Żadne studia nie nauczą ciekawości świata, a bez ciekawości świata nie będzie się dziennikarzem” – Michał Tracz

Kim jesteśmy?

Jesteśmy klasą dziennikarską.

Ktoś mówi o nas: ta ma telewizyjną urodę, ten ma radiowy głos, ta nadaje się do pisania w gazecie. Każdy z nas jest inny, ale jednocześnie każdy z nas ma to samo – ciekawość świata. Z ręką na sercu mówimy teraz, że ciekawość tą zdobywamy i czerpiemy z niej pełnymi garściami. Dzięki sobie samym, naszej wspaniałej nauczycielce polskiego i dziennikarzom, których zaprasza do naszej szkoły.

I dzięki tym wszystkim osobom, które możemy spotkać na swojej drodze, to może my, kiedyś tam, w bliższej lub dalszej przyszłości, będziemy mogli złożyć swój podpis na ścianie w sali numer dziewiętnaście.

 

Weronika Makowska

*Rozmowa o remoncie dworca kolejowego*

Mateusz Madiuk: Więc z jakiej strony to ugryźć?
Mikołaj Różalski: Nieważne, zjedz na śniadanie.

xx

link