„Bo ja czarno-biało patrzę…”

Anna Godzwon odpowiada za obsługę medialną Prezydenta RP. Wcześniej pracowała m. in. w Informacyjnej Agencji Radiowej, Radiu dla Ciebie czy Kancelarii Sejmu.
Wojciech Grzędziński to polski fotoreporter, laureat nagrody World Press Photo, od lutego 2011 szef fotografów Kancelarii Prezydenta RP i zarazem osobisty fotograf prezydenta Bronisława Komorowskiego.
W dniach 5 – 6 grudnia gościli w naszej szkole i przygotowali dwudniowe warsztaty dla klas dziennikarskich z technik dobrego wywiadu i z fotografii.

Dzwoni telefon. „Nie ma mnie!” Chwila namysłu. „A może jestem? Może to szef!” Pojawiają się lekkie uśmiechy. „Tak, on też czasem dzwoni.” Anna Godzwon odrzuca połączenie. „Jednak nie szef. To mężczyzna życia. Ale mężczyzna życia wie, że jestem zajęta i też musi poczekać. Teraz czas dla was.”

Dziennikarstwo dało jej mnóstwo możliwości bycia w miejscach, w których w innym przypadku nigdy by nie była, spotkania wielu ciekawych ludzi, których nigdzie indziej by nie spotkała. Była w sejmie podczas wizyty królowej Anglii, trzech prezydentów USA. Baracka Obamy, Georgea Busha i Wiliama Clintona. Słuchała orędzia Jana Pawła II wygłoszonego do posłów. Gdyby ktoś powiedział jej takie rzeczy dwadzieścia lat temu, powiedziałaby mu: „puknij się w łeb”. Nigdy by nie przypuszczała, że, jak to ujęła, będzie „pudrowała” nos prezydenta przed ważnym wystąpieniem.

Pan, który siedzi przy laptopie ściąga okulary i zaczyna je czyścić  skrajem bluzy. Nie tylko ja zapominam o chusteczkach do czyszczenia szkiełek.

Dorastała w Pionkach, małym miasteczku, które liczyło około dwadzieścia tysięcy mieszkańców. Dwa razy mniejsze niż Jarosław. Mówili, że pójdzie na polonistykę, wróci do Pionek i będzie uczyć w szkole i będzie rodzić dzieci. Faktycznie, chciała iść na łatwe studia. Bibliotekoznawstwo? Ale przyjaciółka Izabela powiedziała jej, że ma smykałkę do dziennikarstwa. Lekkie pióro. Niech idzie w tym kierunku. I poszła. Na dni otwarte Uniwersytetu Warszawskiego. Stwierdziła, że testy do zdania są nawet łatwe. I dostała się z siódmą lokatą na kilkaset przystępujących do egzaminu osób.

Mówi, że obecnie mamy mnóstwo kierunków. I każdy nam to powie, i ona też będzie to powtarzać, by nie iść na dziennikarstwo. By studiować to, co jest naszą pasją. Pokazywać światu swoje talenty. I być w zgodzie z sobą. Dziennikarzem zawsze można być przy okazji.

„Bo wiecie co jest najpiękniejsze? Wstaję rano i nie mówię ‘O matko, znowu do pracy?’.”

„Mam aparat, jestem z nim i naprawdę się z tego cieszę.”

Drzwi lekko się uchylają. A ja dalej nikogo nie widzę. Schodzę wzrokiem coraz niżej. Mały czarny pudelek. „O Rzeźnik idzie! Uwaga! Połyka w całości!” – śmieje się pani Anna. Piesek przyjechał razem z naszymi gośćmi.

Krzesła na końcu auli są najwygodniejsze. Obite czymś co ma wygląd niby skóry. Bujane. Tym razem najlepiej było siedzieć z tyłu. Mimo wady wzroku. Na wprost rzutnika. Widzieć zdjęcia Wojciecha Grzędzińskiego.

Najważniejsze jest oddać człowieka tak, żeby pokazać prawdę o nim.

Rzeźnik zaczyna szczekać na korytarzu. „Pewnie znalazł coś ciekawego”.

Pada pytanie o pracę. Czy jest dużo zleceń. Wojciech Grzędziński odpowiada.

Zadzwoniła do mnie znajoma i zapytała, czy chcę jechać do Czadu.

– Może chcę, a ile będzie mnie to kosztowało?

– Może nic.

To pojechałem.

Jak widzisz, pracę czasami znajduje się przez przypadek.

Przyjeżdża na sesję.  Zazwyczaj tak jest, że zaczyna od dzień dobry, czasami ludzi, których fotografuje, nie zna wcześniej. Tylko imię i nazwisko na kartce. Na początku znajduje scenografię, w której umieszcza osobę fotografowaną. Jak człowiek pali papierosy, to można je w ten sposób wykorzystać, żeby ręce nie zwisały bezwładnie w dół. Mówi, że strasznie lubi zabierać ludzi na spacery. Denerwują go dziennikarze, którzy przychodzą na wywiad i potrafią zapytać się „Co pan robi, co pan fotografuje?”. Odpowiada wtedy „A po co pan tu jest?”. Mówi, że trzeba być przygotowanym, Jeżeli rozmawiasz z aktorem, to żeby obejrzeć tych kilka scen z filmu, żeby wydobyć coś z osoby, z którą będziesz pracować. Gdy się nie przygotujesz, łatwości nie ma. „Odbiorca z mojego wyobrażenia ma odczytać swoją rzeczywistość” – tak mówi o interpretacji swoich fotografii. Najczęściej są to zdjęcia czarno – białe. Ma aparat , jest z nim i naprawdę się z tego cieszy. Robi zawód z pasji.

„Największy koszmar fotografa: wchodzisz do pokoju, w którym masz zrobić zdjęcie, a tam albo wszystkim nasrane, albo nie ma nic, a rozmowa pełna”.

Miał zrobić zdjęcie do gazety. Lekki wywiad. Spotkali się w wąskim korytarzyku dwa na dwa metry. W końcu Kazik Staszewski zaczął wywijać rękoma, robić dziwne miny. Wyszło rewelacyjnie, bo była nić porozumienia.

Kolejny slajd. „Matko, to straszne. Nawet nie pamiętam imienia tego człowieka.”

Pokazuje się następne zdjęcie. Wesołe westchnienie. Kochany Antoni. W komisji Macierewicza siedzi pilot, który jest Rosjaninem. „Ale panie pośle, czy my możemy mu zaufać?”

Na polityków ma maksymalnie dwadzieścia minut czasu. Jak Andrzej Lepper został posłem, to chodził opalony jak pomarańczka. Świeżo upieczony poseł poszedł na sesję na basen, a tu się okazało, że opalenizna jest tylko na rękach i do szyi. Zdjęcia Zbigniewa Ziobry. Wojciech lekko się uśmiecha. Zbigniew siedzi w garniturze, w rozkroku na ławeczce. „Na tym zdjęciu po prawej stronie widać coś więcej.” Chichot na auli. „Zdjęcie niestety poszło do druku.”

Do Sali wchodzi pani Ania.

– A szefa pokazałeś?

– Dziesięć razy pokazywałem szefa!

– A jakieś kolorowe, czy tylko czarno–białe?

– Ja czarno-biało patrzę. Te zdjęcia strasznie lubię.

Kiedy na ekranie pojawia się kolorowe zdjęcie, na sali zaczynają się oklaski.

Na warsztatach powiedziałam, że mam pomysł na zdjęcie. Że nie chcę ładnego. Chcę brzydkie i ciekawe. Dwie z fotek wyszły demonicznie. Jak Pete z Type o Negative. „Ale możemy zmienić oświetlenie, bo moje okulary robią taki cień na czole, jakbym miała monobrew!”. „Przecież mówiłaś, że chcesz brzydkie.” odpowiada pan Wojtek.

Zdjęcia Wojciecha Grzędzińskiego można zobaczyć na stronie http://wojciechgrzedzinski.com/

Dziękujemy za wspaniałe warsztaty i mamy nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się wspólnie w progach „Kopernika” lub Pałacu Prezydenckiego!

link