6 Podkarpacki Kalejdoskop Podróżniczy

10384102_10152643210351737_3079687119376197851_n

Już szósty rok z rzędu, w połowie listopada w Rzeszowie jest organizowany Kalejdoskop Podróżniczy – impreza turystyczna zrzeszająca miłośników włóczęg. Podróżnicy z całego świata przedstawiają swoje wyprawy w krótkich prezentacjach, a my z zapartym tchem wręcz połykamy każde ich słowo. Trwa ona przez cały weekend, jednak my mogliśmy jej zasmakować tylko przez pierwszy dzień.
Wyjechaliśmy z samego rana. Ze względu na to, że ludzie o tej porze jeszcze smacznie spali w pociągu, musieliśmy się zachowywać jak przystało na ludzi. Jednak gdy tylko wysiedliśmy na peron w Rzeszowie, od razu poczuliśmy zew natury. Chcieliśmy dotrzeć na miejsce jak najszybciej, jednak w cywilizacyjnej dżungli gorzej nam się poruszało, niż w takich Bieszczadach. Koniec końców trafiliśmy do WSiZ, gdzie odbywały się prezentacje. Szybko zapisaliśmy się na listę uczestników i skierowaliśmy się do auli. Tam zaś, jak za dotknięciem tajemniczej różdżki, przenieśliśmy się do Egiptu. Trwała tam właśnie rewolucja. Podziwialiśmy młodych ludzi, którzy są perfekcyjnie zorganizowani, ale.. nie wiedzą, o co walczą. Sama „walka” odbywała się tylko na głównym placu Kairu, otoczonym wysokimi murami… Zmieniając temat, chwileczkę później braliśmy udział w egipskim weselu. Gdy już impreza powoli się rozkręcała, do sali wszedł inny podróżnik. Miał na głowie kapelusz rodem z Dzikiego Zachodu, a broda oznaczała, że spędził duuużo czasu w dżungli. On zaś przeniósł nas do Boliwii. Badaliśmy groby szamanów, jechaliśmy Drogą Śmierci oraz uczyliśmy się, jak odróżnić Czarną Wdowę od Ptasznika. Temat też się nagle urwał, bo kolejny (i zarazem ostatni) pan wkroczył na podest. On zapakował nas w wehikuł czasu i przeniósł do ciepłej Portugalii. Momentalnie zwiedzaliśmy przylądek da Roca, odkrywaliśmy tajemnice Fatimy i podziwialiśmy most lizboński, bez którego (cytując podróżnika) ”musieliśmy zaaa…iść aż tam, kawałek dalej.”
Nawet nie wiadomo kiedy, byliśmy znów w swoich fotelach, w Rzeszowie. Musieliśmy wyjść z auli, bo kolejna ekipa czekała na podróż w czasie.. Przed 14 wysiadaliśmy już w naszym Jarosławiu, pełni niedosytu, że ta wycieczka (i zarazem prezentacje) tak szybko się skończyła. Wniosek? Im szybciej będzie kolejny wyjazd, tym lepiej.

Aleksandra Bednarz

 

link