Po raz czwarty wszyscy razem!

Wiele szkół z Jarosławia i okolic. Wiele kilometrów przebytych w wspaniałym towarzystwie i wiele niezapomnianych chwil. To wszystko składa się na IV turystyczny złaz szkól jarosławskich, który odbył się na przełomie 27 i 28 maja 2014 roku.


Zbiórka i w drogę!
Godzina 9: 00, środa 27 maja. Wszyscy uczestnicy złazu zbierają się pod jarosławską halą MOSIR. Gdzie by nie spojrzeć widać podekscytowanie na twarzach zebranych. Niektórzy jeszcze sprawdzają czy aby czegoś nie zapomnieli, inni z kolej opowiadają o poprzednich edycjach złazu. Ogólnie szum, ruch i zawierucha. Gdy już wszystko zapięte na ostatni guzik, podjeżdżają autobusy mające zabrać nas do celu wyprawy- Polanki Horynieckiej.  
Pierwszy przystanek- Cerkiew św. Paraskewy w Radrużu
Parę kilometrów przed miejscem docelowym zatrzymaliśmy się przy starej cerkwi w Radrużu wpisanej w 2013 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO . Po tym gdy już wszyscy wysiedli z autokarów okazało się że zanim rozpocznie się nasza pieszą wędrówka, czeka nas zwiedzanie tego jakże pięknego obiektu sakralnego. Gdy tylko weszliśmy do środka ujrzeliśmy piękny ikonostas obramowany złotymi wykończeniami. Zarówno o budynku jak i o miejscowości, w którym się znajdowaliśmy opowiedziała nam Pani Przewodnik. Wszyscy z zapartym tchem słuchali opowieści o tym jak została zbudowana i jak broniono jej przed najazdami Tatarskimi. Po tym jak Pani Przewodnik skończyła nam opowiadać historię o tym jakże magicznym miejscu wszyscy rozeszli się do autokarów i ruszyliśmy w drogę.


Opuszczamy autobus i pora na wyprawę.
Zgodnie z planem do miejsca gdzie mieliśmy rozbić namioty mieliśmy dojść pieszo mając przy sobie tylko bagaż podręczny, czyli wodę, reszta miała zostać dowieziona na miejsce. Jak było zaplanowane tak i się stało.  Wszyscy zbieramy się przed autobusem i wyruszamy w drogę. Przed nami do pokonania droga, która przechodzi przez las i poboczne ścieżki, jednak nikt nie narzeka tylko z ekscytacją przygląda się otaczającym nas widokom i dziarsko ramię w ramie przemierza roztoczańskie ścieżki. Po kilku kilometrach dotarliśmy do małego domku przy skraju polanki gdzie czekała na nas mała niespodzianka. Otóż przy domku znajdowało się źródełko z wodą źródlaną, którą to poczęstował nas gospodarz, po czym oddał w nasze ręce wąż z wodą. Tak właśnie powstał wielki prysznic z zimną, wręcz lodowatą wodą, który okazał się zbawienie dla zgrzanych wędrowców w ten upalny dzień. Wszyscy zgodnie oznajmili, że to najlepsza woda, jaką kiedykolwiek pili i po zabraniu ze sobą kilku butelek tejże wody wyruszyliśmy w dalszą trasę, po drodze słuchają prelekcji wygłaszanych przez towarzyszących nam studentów PWSTE w Jarosławiu.


Wreszcie na miejscu.
Po wielu kilometrach pieszej wędrówki nareszcie dotarliśmy na miejsce. Chyba na każdej twarzy pojawił się uśmiech, gdy nasz Przewodnik Profesor Bajan, oznajmił nam, że za zakrętem czeka na nas pole namiotowe. Przez wszystkie głowy przeszła jedna myśl: Nareszcie! Chociaż zmęczeni drogą wszyscy zaczęli rozbijać namioty. Prace szły sprawnie, a gdy wszyscy już się rozprawili ze sowimi namiotami, głos organizatora przez głośniki oznajmił nam, że nadeszła pora na powitalną Belgijkę. Wszyscy, chociaż zmęczeni, świetnie się bawili w rytm każdemu doskonale znanej melodii.


Konkursy i niespodzianka
Po powitalnej Belgijce nadeszła pora na konkursy. Na pierwszy ogień wyścig w drewnianych nartach wokół domu. Chodź było przy tym wiele zabawy i śmiechu, to dało się wyczuć rywalizację pomiędzy zawodnikami. Równocześnie z biegami obył się quiz turystyczny. Każdą szkołę reprezentowało 5 osób. Rywalizacja była zacięta jednak wyniki mieliśmy poznać dopiero na koniec Złazu. Tego samego dnia odbyć się miało również poszukiwanie skarbów jednak tu wkracza nasza niespodzianka oznajmiając wszem i wobec, że już się zjawiła poprzez głośne grzmoty. Tak, tą niespodzianką była burza. I wtedy zaczął się wyścig, bo przecież trzeba było zabezpieczyć szybko namioty przed zalaniem. Pospieszne wyciąganie zabranych ze sobą folii malarskich i rozkładanie ich na namiotach zmieniło się w walkę o przetrwanie, no, bo przecież gdzieś trzeba było spać. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Trafiły się osoby nieprzygotowane na taką możliwość i szukały jakichkolwiek sposobów żeby zabezpieczyć się przed deszczem. Grupka chłopców z naszej szkoły wpadła na pomysł przykrycia się plandeką którą zabrali z pobliskiego składu drewna, inni prosili o pomoc kolegów, ogółem rzecz biorąc, nikomu nie stała się krzywda i każdy jakoś dał sobie radę.


Trochę deszczu i ciekawe prelekcje.
Gdy deszcz ustąpił nadeszła pora na zapowiedziane prelekcje. O swojej pracy i pasjach opowiadali nam między innymi: ratownik GOPR ‘u- Wojciech Rybak, Strażnik Graniczny- Daniel Kielar, podróżnik Tomasz Moszczak, który opowiadał o swojej Andyjskiej wyprawie po Ameryce Południowej, oraz Piotr Potoczny który zaprezentował filmie o swoich sportowo-turystycznych doświadczeniach. Po prezentacjach nadeszła pora na punkt kulminacyjny: Ognisko, śpiew i pieczenie kiełbasek. Gdy już wszyscy usadowili się przy ognisku i rozśpiewali się na dobre nikomu nawet nie przeszło przez myśl spanie, podczas gdy trwa tak znakomita zabawa.


Pora wracać…
Pobudka o 7 rano. Wszyscy z wielkim trudem wychodzą ze swoich namiotów po śpiewach i przedniej zabawie przy wczorajszym/dzisiejszym ognisku. Pora na śniadanie  i dokończenie przerwanych przez burzę konkursów. Ogromna kolejka czeka na wrzątek, podczas gdy inny powoli pakują się i składają namioty. O godzi 10 zbiórka. Pora na rozdanie nagród, wspólne pamiątkowe zdjęcie i pożegnalną Belgijkę. Po tańcu pełnym radości pora wyruszać w drogę. Plecaki na plecy, woda przygotowana, bo przed nami kolejne 10 kilometrów drogi do autobusu. Po dojściu na miejsce wszyscy zmęczeni po wędrówce czekają na autokary, lecz gdy już te dotarły nadeszła pora na smutne pożegnanie i nadzieję na to, że zobaczymy się za rok. Wszyscy rozchodzą się do sowich autokarów, zajmują miejsca i ze smutkiem patrzą na otaczający nas krajobraz. Pora wracać do domu.


T.P.

 

link