Nie ma jak Lwów! Ta joj!

7 grudnia w bardzo dżdżyste i pochmurne popołudnie w auli naszej szkoły odbył się „Wieczorek lwowski”. Największym zaskoczeniem, a zarazem absolutnym „hitem” wieczoru okazał się występ dzieci z Miejskiego Przedszkola nr 9, które, choć wyraźnie onieśmielone, odśpiewały jedną z „podwórkowych” lwowskich piosenek.Następnie przyszedł czas na licealistów. Raz było wesoło, raz sentymentalnie, ale nigdy nudno, bo przecież lwowiacy do nudziarzy nie należą. Występy szkolnych kabaretów, którzy przedstawili własne aranżacje skeczów słynnej lwowskiej Pacałychy co rusz wywoływały salwy śmiechu. Mogliśmy też zobaczyć scenkę, przedstawiającą fragment książki „Moralność Pani Dulskiej”, a przy okazji dowiedzieć się, że pierwotnie akcja powieści rozgrywa się nie w Krakowie, a właśnie we Lwowie. Występy teatralne- uatrakcyjnili, mało powiedziane – szkolni wokaliści: Daniel Lipiec, Iwona Rogus, Dominika Streit, Natalia Dańczura i Dagmara Moskwa. W ich repertuarze znalazły się tradycyjne lwowskie piosenki. Wielkim zaskoczeniem był występ Andrzeja Kucy, absolwenta naszej szkoły, który w niezwykle przekonujący sposób wcielił się w postać Marszałka Piłsudskiego, a następnie zaczarował publiczność śpiewając niby „”od niechcenia”, piosenkę „Tango Lwowskie”. Oczywiście nie mogło zabraknąć tańca. Tango zaprezentowali zebranym Rafał Rokosz i Izabela Glac. Młody człowiek miał okazję, zobaczyć jak wyglądał polski Lwów. O czym rozmawiano, z czego można było się śmiać, a z czego byli dumni lwowianie.

Oprócz rozrywki uczniowie „zafundowali” nam ciekawą lekcję historii, która siłą rzeczy przeplata się z naszą, polską. „Wieczór z Lwowem” zakończył przemówieniem Pan Dyrektor, który podziękował organizatorom i wykonawcom przedsięwzięcia. Jesteście ciekawi opinii? – „Po wszystkich niezbyt udanych próbach jestem bardzo zadowolona z efektu” – mówi prof. Joanna Szczepanek, organizatorka widowiska. Zebrani w auli widzowie również nie mogli się nachwalić młodych talentów. Następnie przyszedł czas na poczęstunek – po lwowsku, ma się rozumieć. Była kutia, ciasteczka i paszteciki, które jak kamfora zniknęły ze stołu. Miejmy nadzieję, że tego typu inscenizacji, a zarazem okazji do spotkań szacownego grona z uczniami, zaproszonymi gośćmi nie zabraknie…. Coś mi się jednak wydaje, że duch w narodzie ginie, wszyscy gdzieś pędzimy pogrążeni we własnych problemach, coraz mniej wychodzimy do teatru, czy znajomych… Aż chce się westchnąć: dobrze, że mamy TAKĄ młodzież i TAKICH nauczycieli. Ludzi ,którym się chce chcieć. Bezinteresownie! I tak trzymać 🙂

 

no images were found

link