Nie marzenia, lecz cele, czyli wizyta Błażeja Strzelczyka w Koperniku

    Dziennikarz Tygodnika Powszechnego, wieczny student i zarazem wykładowca AGH, bloger, człowiek niezwykle oczytany. Energiczny, charyzmatyczny, dążący do swego celu. Koneser dobrego alkoholu, w szczególności wina, jak sam wspomina. Mowa o naszym ostatnim gościu — siódmego listopada do Jarosławia zawitał Błażej Strzelczyk.

    Za oknem złota jesień, w klasie zgrzyt kredy — typowo czwartkowa atmosfera nauki i myślenia: byle do jutra. Tę monotonię przerwało nam jednak wydarzenie, spotkanie z niewątpliwie, dziennikarskim talentem — Błażejem Strzelczykiem. Nasz miting rozpoczął się o godzinie dwunastej, zapełniając salę naszej szkolnej auli po brzegi: w jednym miejscu spotkały się wszystkie trzy klasy dziennikarskie, pierwsza biologiczno-chemiczna i techniczno-informatyczna. Krótkie przemówienie Pana Dyrektora, przywitanie naszego gościa i mogliśmy przejść do konkretów.

     Błażej bardzo ciekawie opowiadał nam o pracy, pasji, poświęceniu „nie mam marzeń, mam cele" — mówił. Niezwykle zaskoczony tematami, które nas interesują, stworzył swojego rodzaju debatę, na temat sytuacji Kościoła i nie tylko. W atmosferze wzajemnego szacunku uczyliśmy się sztuki kulturalnego wypowiadania się i umiejętności debaty.

     Półgodzinna przerwa — i wróciliśmy do ciężkiej, aczkolwiek przyjemnej, pracy, jaką jest wprawne słuchanie. Tym razem, w nieco mniejszym gronie, zajęliśmy się tematem stricte dziennikarskim, czyli tym jak wygląda dobra okładka i jak oddziałuje na czytelnika.

    Błażej zaprezentował nam kilka, naprawdę świetnych i dosadnych okładek, jak chociażby te z TIMES, czy też makabryczny uśmiech człowieka mordującego na wojnie w Wietnamie kobiety i dzieci, właśnie w towarzystwie maluchów azjatyckiego pochodzenia. Zdjęcie żołnierza, zabitego na wojnie, życzącego Wesołych Świąt! — innymi słowy dostaliśmy solidny warsztat, jak projektować, czym się kierować i jak dobrze sprzedać okładkę.

    Każde spotkanie musi jednak dobiec końca. Błażej musiał wracać do Krakowa, tak jak my do naszej rzeczywistości — nie obyło się bez pamiątkowego zdjęcia oraz wpisu do kroniki.

Błażeju, liczymy na więcej!

                                                                                                                                        K.B.

 

GALERIA

link